Drugiej turze wyborów prezydenckich zawdzięczam wizytę w niezwykłym mieście, które właśnie obchodzi 50 rocznicę powstania. Wybudowana od podstaw w latach 1956-1960 według planu Lúcia Costy, Brasília jest futurystycznym, betonowym ptakiem (lub samolotem):

Jak na miasto przyszłości przystało, Brasília przystosowana jest maksymalnie do ruchu samochodowego (wielopasmowe arterie i rozległe piętrowe skrzyżowania), a minimalnie do pieszego (olbrzymie odległości i częsty brak chodników). Innym przejawem modernizmu jest funkcjonalny podział dzielnic na sektory: bankowy, handlowy, hotelowy, mieszkalny, kulturalny, sektor ministerstw czy ambasad. Prosto z lotniska udałam się do tego ostatniego, żeby spełnić swój obywatelski obowiązek (czy też jak kto woli - skorzystać z prawa konstytucyjnego). Nota bene: w Brazylii udział w wyborach jest obowiązkowy. Jeśli z powodu wyjazdu obywatel nie może głosować, to i tak musi się udać do komisji, w pobliżu której będzie przebywać, aby wziąć usprawiedliwienie (co ciekawe, nie może w tej innej komisji oddać głosu). Ale do rzeczy. W ambasadzie od progu zostałam powitana słowami „pani Suszko, prawda?”, co natychmiast skojarzyło mi się ze słynnym „dr Livingstone jak mniemam?”. Okazało się, że jestem jedyną osobą w spisie spoza starej i zaprzyjaźnionej Polonii. Trochę pobrylowałam w towarzystwie dyplomatów, a potem pozwoliłam konsulowi odwieźć się do centrum. Po drodze konsul zareklamował miasto jako nudne, enerdowskie, wymarłe i betonowe. W marketingu to on kariery raczej nie zrobi.
Rzeczywiście beton dominuje w Brasílii. Widok z wieży telewizyjnej (Torre de Televisão) dobrze obrazuje atmosferę tego miasta. Wyobraźcie sobie poruszanie się tam bez samochodu!
I żeby zawczasu rozwiać wszelkie wątpliwości - to jest ścisłe centrum, a nie jakieś tam przedmieścia. A to sama wieża:
Beton nie musi jednak oznaczać architektonicznej nudy i NRD. Oscar Niemeyer, słynny brazylijski architekt, autor większości niezwykłych budowli w Brasílii, potrafił z betonu i szkła wyczarować takie perełki, jak chociażby Catedral Metropolitana da Nossa Senhora Aparecida:
Katedra położona jest przy głównej osi miasta – przestronnej Eixo Monumental (oś monumentalna), w miejscu gdzie rozpoczyna się Esplanada Dos Ministerios (esplanada ministerstw - łatwy ten portugalski, prawda?). W kilku miejscach esplanady, między innymi właśnie naprzeciwko katedry, rosną drzewa ipê, przepiękne o tej porze roku: gubią na zimę liście, ale równocześnie kwitną. Nie wiem jak to jest możliwe z biologicznego punktu widzenia.
Gdzieś na trasie od wieży telewizyjnej do zabudowań parlamentu (jeśli dobrze wytężycie wzrok, to może na zdjęciu z Torre de Televisão dojrzycie na horyzoncie charakterystyczne wieże - takie właśnie odległości trzeba tam pokonywać) zaprzyjaźniłam się z Francisco, miejscowym fotografem amatorem. Zrobiliśmy mały rozejm Canon-Nikon i dalej zwiedzaliśmy już razem. To znaczy ja zwiedzałam, a Francisco robił zdjęcia do jakiegoś folderu czy na stronę. Nie do końca wiem, bo trochę trudno nam się było porozumieć (ja zero portugalskiego, on zero angielskiego). Sytuacja trochę jak z filmu "Love Actually", tyle że bez romantycznych podtekstów (no i bez Colina Firtha):

Congresso Nacional jest niezwykłym budynkiem. Już tylko po to, by go zobaczyć, warto było przyjechać do Brasílii.
Niewątpliwą zaletą zwiedzania miasta w towarzystwie fotografa jest m.in. możliwość sfotografowania się na tle znanych budowli:
Czy ktoś może mi w fachowy sposób wyjaśnić niewiarygodną różnicę w kolorystyce tych zdjęć? No i przy okazji możemy zrobić małe głosowanie: Canon (fot.1) czy Nikon (fot.2).
Po obu stronach kongresu znajdują się dwa kolejne niesamowite budynki: Palácio do Itamaratí (Ministerstwo Spraw Zagranicznych)...
…oraz Ministerstwo Sprawiedliwości - Palácio da Justiça:
Z drugiej strony budynków parlamentarnych położony jest Praça dos Três Parados (Plac Trzech Władz). Oprócz legislatywy (kongres), swoją siedzibę ma tam prezydent (Palácio de Planalto):
... oraz Supremo Tribunal Federal (Najwyższy Sąd Federalny) - tu w tle "Bojowników" - rzeźby upamiętniającej tysiące robotników budujących Brasílię:
Mogłabym tak wstawiać masę zdjęć, Brasília rzeczywiście jest architektonicznym cudem świata... Ale chyba rozumiem konsula - mieszkanie tam może być na dłuższą metę rzeczywiście męczące.
Pod wieczór zaliczyłam jeszcze churrascarię w pobliżu hotelu (właściwie to nie miałam wyboru - to jedyna restauracja w pobliżu, w ogóle jedyna jaką widziałam w tym mieście). Zdjęcie specjalnie dla Młodej Kiedry:
Punktem obowiązkowym wizyty w stolicy jest zwiedzanie Memorial JK - mauzoleum Juscelina Kubitschka, prezydenta kraju w latach 1956-1961. Tematy prezydenckie są na czasie, więc zainteresowanych odeślę do krótkiej noty biograficznej w Wikipedii. Hasłem przewodnim tej prezydentury było "Pięćdziesiąt lat postępu w pięć", realizowane poprzez liczne inwestycje w przemysł i infrastrukturę. Jednak sztandarowym dziełem Kubitschka pozostaje Brasília - nowa stolica kraju wybudowana w zaledwie cztery lata. Przeniesienie administracji w głąb kraju miało stymulować rozwój interioru (pierwsze takie zamysły powstały już w XIX wieku). Niestety, urzędnicy państwowi byli bardzo niechętni przymusowej wyprowadzce z Rio de Janeiro, podobno doszło nawet do podpaleń nowych budynków ministerialnych. Z moich obserwacji wynika jednak, że Brazylijczycy są dumni ze swojej stolicy, jej wyjątkowej architektury i tempa w jakim powstała. Sporym szacunkiem cieszy się również pamięć prezydenta Kubitschka, choć kraj przypłacił jego politykę industrializacji olbrzymim długiem publicznym i galopującą inflacją, której nie udawało się zahamować przez wiele następnych lat. Budynek mauzoleum oczywiście także zaprojektowany został przez Oscara Niemeyera:
Potem podróż autobusem z przygodami i powrót do zabudowań parlamentarnych, gdzie udało mi się zwiedzić kongres z przewodnikiem (oprowadzanie wycieczki oczywiście po portugalsku), a następnie wycieczka do odległego od centrum Palácio da Alvorada - oficjalnej rezydencji prezydenta (autora projektu nie muszę chyba podawać?):
Na tym zakończyłam zwiedzanie Brasílii. Na lotnisku (imienia JK - oczywiście) miałam jeszcze wystarczająco dużo czasu, by coś zjeść i zaprzyjaźnić się z dwoma starszymi panami z Belo Horizonte: Flaviem i Sergiem. Wymieniliśmy się adresami mailowymi, ciekawe czy będziemy kontynuować znajomość (znajomi spoza pracy mówiący po angielsku - bezcenne). W samolocie znów nawiązałam kolejne kontakty - zrobiłam się jakaś hiperaktywna na polu towarzyskim, zupełnie jak nie ja. Tym razem były to dwie panie: matka (Silvia) i córka (Suzana), które prawie zupełnie nie mówiły po angielsku. Nie było to jednak barierą w komunikacji: dowiedziałam się, że Suzana jest architektem, ma swoją własną firmę projektującą i wytwarzającą elementy placów zabaw (niektóre realizacje do obejrzenia na tej stronie), ma dwie córki nastolatki (z których jedna płynnie mówi po angielsku, bo mieszkała przez rok w Stanach), no i mieszka w Novej Limie. Z Suzaną również wymieniłyśmy kontakty i zobaczymy czy coś będzie z tej znajomości.
Do hotelu dotarłam przed północą i nowy tydzień zaczęłam olbrzymim długiem sennym, ale weekend uznaję za bardzo udany: poczucie spełnionego obowiązku, niezapomniane wrażenia wizualne i nowe brazylijskie znajomości.
Oooooch, więcej takich zdjęć!
OdpowiedzUsuńArchitektura piękna, a i Paquicie klimat służy :-))
OdpowiedzUsuńW sprawie klimatu: w Belo jest chłodnawo, są dni kiedy chodzę do pracy w płaszczu (a u Was 30 stopni!). W Brasílii wreszcie się trochę wygrzałam.
OdpowiedzUsuń