niedziela, 4 lipca 2010

Esencja Brazylii v.2 - Brasília

Uwaga - to będzie długi post. A dla wielbicieli architektury zamieściłam też całkiem sporo fotek.

Drugiej turze wyborów prezydenckich zawdzięczam wizytę w niezwykłym mieście, które właśnie obchodzi 50 rocznicę powstania. Wybudowana od podstaw w latach 1956-1960 według planu Lúcia Costy, Brasília jest futurystycznym, betonowym ptakiem (lub samolotem):



Jak na miasto przyszłości przystało, Brasília przystosowana jest maksymalnie do ruchu samochodowego (wielopasmowe arterie i rozległe piętrowe skrzyżowania), a minimalnie do pieszego (olbrzymie odległości i częsty brak chodników). Innym przejawem modernizmu jest funkcjonalny podział dzielnic na sektory: bankowy, handlowy, hotelowy, mieszkalny, kulturalny, sektor ministerstw czy ambasad. Prosto z lotniska udałam się do tego ostatniego, żeby spełnić swój obywatelski obowiązek (czy też jak kto woli - skorzystać z prawa konstytucyjnego). Nota bene: w Brazylii udział w wyborach jest obowiązkowy. Jeśli z powodu wyjazdu obywatel nie może głosować, to i tak musi się udać do komisji, w pobliżu której będzie przebywać, aby wziąć usprawiedliwienie (co ciekawe, nie może w tej innej komisji oddać głosu). Ale do rzeczy. W ambasadzie od progu zostałam powitana słowami „pani Suszko, prawda?”, co natychmiast skojarzyło mi się ze słynnym „dr Livingstone jak mniemam?”. Okazało się, że jestem jedyną osobą w spisie spoza starej i zaprzyjaźnionej Polonii. Trochę pobrylowałam w towarzystwie dyplomatów, a potem pozwoliłam konsulowi odwieźć się do centrum. Po drodze konsul zareklamował miasto jako nudne, enerdowskie, wymarłe i betonowe. W marketingu to on kariery raczej nie zrobi.

Rzeczywiście beton dominuje w Brasílii. Widok z wieży telewizyjnej (Torre de Televisão) dobrze obrazuje atmosferę tego miasta. Wyobraźcie sobie poruszanie się tam bez samochodu!


I żeby zawczasu rozwiać wszelkie wątpliwości - to jest ścisłe centrum, a nie jakieś tam przedmieścia. A to sama wieża:


Beton nie musi jednak oznaczać architektonicznej nudy i NRD. Oscar Niemeyer, słynny brazylijski architekt, autor większości niezwykłych budowli w Brasílii, potrafił z betonu i szkła wyczarować takie perełki, jak chociażby Catedral Metropolitana da Nossa Senhora Aparecida:



Katedra położona jest przy głównej osi miasta – przestronnej Eixo Monumental (oś monumentalna), w miejscu gdzie rozpoczyna się Esplanada Dos Ministerios (esplanada ministerstw - łatwy ten portugalski, prawda?). W kilku miejscach esplanady, między innymi właśnie naprzeciwko katedry, rosną drzewa ipê, przepiękne o tej porze roku: gubią na zimę liście, ale równocześnie kwitną. Nie wiem jak to jest możliwe z biologicznego punktu widzenia.


Na pierwszym zdjęciu widać w tle parlament (Congresso Nacional) - kolejną wizytówkę miasta stworzoną przez Oscara Niemeyera (generalnie większość budynków zaprojektowanych przez niego to tutejsze wizytówki).

Gdzieś na trasie od wieży telewizyjnej do zabudowań parlamentu (jeśli dobrze wytężycie wzrok, to może na zdjęciu z Torre de Televisão dojrzycie na horyzoncie charakterystyczne wieże - takie właśnie odległości trzeba tam pokonywać) zaprzyjaźniłam się z Francisco, miejscowym fotografem amatorem. Zrobiliśmy mały rozejm Canon-Nikon i dalej zwiedzaliśmy już razem. To znaczy ja zwiedzałam, a Francisco robił zdjęcia do jakiegoś folderu czy na stronę. Nie do końca wiem, bo trochę trudno nam się było porozumieć (ja zero portugalskiego, on zero angielskiego). Sytuacja trochę jak z filmu "Love Actually", tyle że bez romantycznych podtekstów (no i bez Colina Firtha):


Congresso Nacional jest niezwykłym budynkiem. Już tylko po to, by go zobaczyć, warto było przyjechać do Brasílii.


Niewątpliwą zaletą zwiedzania miasta w towarzystwie fotografa jest m.in. możliwość sfotografowania się na tle znanych budowli:


Czy ktoś może mi w fachowy sposób wyjaśnić niewiarygodną różnicę w kolorystyce tych zdjęć? No i przy okazji możemy zrobić małe głosowanie: Canon (fot.1) czy Nikon (fot.2).

Po obu stronach kongresu znajdują się dwa kolejne niesamowite budynki: Palácio do Itamaratí (Ministerstwo Spraw Zagranicznych)...

…oraz Ministerstwo Sprawiedliwości - Palácio da Justiça:


Z drugiej strony budynków parlamentarnych położony jest Praça dos Três Parados (Plac Trzech Władz). Oprócz legislatywy (kongres), swoją siedzibę ma tam prezydent (Palácio de Planalto):


... oraz Supremo Tribunal Federal (Najwyższy Sąd Federalny) - tu w tle "Bojowników" - rzeźby upamiętniającej tysiące robotników budujących Brasílię:


Mogłabym tak wstawiać masę zdjęć, Brasília rzeczywiście jest architektonicznym cudem świata... Ale chyba rozumiem konsula - mieszkanie tam może być na dłuższą metę rzeczywiście męczące.

Pod wieczór zaliczyłam jeszcze churrascarię w pobliżu hotelu (właściwie to nie miałam wyboru - to jedyna restauracja w pobliżu, w ogóle jedyna jaką widziałam w tym mieście). Zdjęcie specjalnie dla Młodej Kiedry:


Następnego dnia obejrzałam atrakcje jeszcze bardziej oddalone od centrum - przy okazji zapoznając się z miejscowym transportem miejskim. Konsul co prawda straszył, że trudno mi będzie poruszać się bez znajomości języka, ale jakoś udało mi się dotrzeć tam gdzie chciałam i nie wywiozło mnie na jakieś straszne peryferie.

Punktem obowiązkowym wizyty w stolicy jest zwiedzanie Memorial JK - mauzoleum Juscelina Kubitschka, prezydenta kraju w latach 1956-1961. Tematy prezydenckie są na czasie, więc zainteresowanych odeślę do krótkiej noty biograficznej w Wikipedii. Hasłem przewodnim tej prezydentury było "Pięćdziesiąt lat postępu w pięć", realizowane poprzez liczne inwestycje w przemysł i infrastrukturę. Jednak sztandarowym dziełem Kubitschka pozostaje Brasília - nowa stolica kraju wybudowana w zaledwie cztery lata. Przeniesienie administracji w głąb kraju miało stymulować rozwój interioru (pierwsze takie zamysły powstały już w XIX wieku). Niestety, urzędnicy państwowi byli bardzo niechętni przymusowej wyprowadzce z Rio de Janeiro, podobno doszło nawet do podpaleń nowych budynków ministerialnych. Z moich obserwacji wynika jednak, że Brazylijczycy są dumni ze swojej stolicy, jej wyjątkowej architektury i tempa w jakim powstała. Sporym szacunkiem cieszy się również pamięć prezydenta Kubitschka, choć kraj przypłacił jego politykę industrializacji olbrzymim długiem publicznym i galopującą inflacją, której nie udawało się zahamować przez wiele następnych lat. Budynek mauzoleum oczywiście także zaprojektowany został przez Oscara Niemeyera:



Potem podróż autobusem z przygodami i powrót do zabudowań parlamentarnych, gdzie udało mi się zwiedzić kongres z przewodnikiem (oprowadzanie wycieczki oczywiście po portugalsku), a następnie wycieczka do odległego od centrum Palácio da Alvorada - oficjalnej rezydencji prezydenta (autora projektu nie muszę chyba podawać?):


Na tym zakończyłam zwiedzanie Brasílii. Na lotnisku (imienia JK - oczywiście) miałam jeszcze wystarczająco dużo czasu, by coś zjeść i zaprzyjaźnić się z dwoma starszymi panami z Belo Horizonte: Flaviem i Sergiem. Wymieniliśmy się adresami mailowymi, ciekawe czy będziemy kontynuować znajomość (znajomi spoza pracy mówiący po angielsku - bezcenne). W samolocie znów nawiązałam kolejne kontakty - zrobiłam się jakaś hiperaktywna na polu towarzyskim, zupełnie jak nie ja. Tym razem były to dwie panie: matka (Silvia) i córka (Suzana), które prawie zupełnie nie mówiły po angielsku. Nie było to jednak barierą w komunikacji: dowiedziałam się, że Suzana jest architektem, ma swoją własną firmę projektującą i wytwarzającą elementy placów zabaw (niektóre realizacje do obejrzenia na tej stronie), ma dwie córki nastolatki (z których jedna płynnie mówi po angielsku, bo mieszkała przez rok w Stanach), no i mieszka w Novej Limie. Z Suzaną również wymieniłyśmy kontakty i zobaczymy czy coś będzie z tej znajomości.

Do hotelu dotarłam przed północą i nowy tydzień zaczęłam olbrzymim długiem sennym, ale weekend uznaję za bardzo udany: poczucie spełnionego obowiązku, niezapomniane wrażenia wizualne i nowe brazylijskie znajomości.

3 komentarze:

  1. Oooooch, więcej takich zdjęć!

    OdpowiedzUsuń
  2. Architektura piękna, a i Paquicie klimat służy :-))

    OdpowiedzUsuń
  3. W sprawie klimatu: w Belo jest chłodnawo, są dni kiedy chodzę do pracy w płaszczu (a u Was 30 stopni!). W Brasílii wreszcie się trochę wygrzałam.

    OdpowiedzUsuń