Jako że o imprezowaniu już było, chciałam napisać o czymś innym. O zwyczajach, które udało mi się tu zaobserwować, lub też ktoś zwrócił mi na nie uwagę.
Zwyczaj 1 - Paznokcie
Dobrze mówiła młoda Kiedra, że trzeba się tu wybrać na manicure. Wszystkie dziewczyny mają piękne wypielęgnowane paznokcie, kolory lakieru zmieniają się jak w kalejdoskopie. Do dobrego tonu należy manicure przynajmniej raz w tygodniu, a pedicure raz na dwa tygodnie (a i to w zimie, gdy stopy mniej się niszczą, bo nie chodzi się w japonkach-hawankach). Nie wiem kiedy one mają na to czas, bo ja jak na razie radzę sobie we własnym zakresie - wyposażona w dwa matowe (!) lakiery wybrane przez Calaka. Dobrze, że chociaż mam własne havaianas (ale i tak jest za zimno, żeby chodzić w nich gdzieś poza hotelem).
Zwyczaj 2 - Papier toaletowySprawa nieco wstydliwa, ale po kilku dniach tutaj postanowiłam się przełamać i potwierdzić usłyszane pokątnie informacje. No i wszystko jasne jak słońce: papier toaletowy (zużyty) nie trafia do muszli klozetowej, a do kosza na śmieci. Eureka. Cud, że nie zatkałam ubikacji. Niniejszym Młoda Kiedra awansuje oficjalnie na Konsultanta ds. Brazylijskich
Zwyczaj 3 - Beijo, Beijinho
Powszechnie wiadomo (nawet bez konsultanta), że tzw. strefa intymna w krajach południowych jest znacznie węższa niż gdzie indziej. Objawia się to w częstym poklepywaniu się, obejmowaniu, całowaniu na dzień dobry. Uwaga! Dziewczyna, która całuje się trzy razy na powitanie, sygnalizuje, że bardzo, ale to bardzo chce wyjść za mąż! Ciekawe co sobie tu o mnie na początku pomyśleli - desperatka jakaś (czy tylko mi się wydaje, czy u nas normalne jest właśnie trzykrotne całowanie bliźniego w policzek przy powitaniu?). Ja chyba jestem naturą norweską lub grenladzką, bo potrzebę kontaktu w takich ogólnych sytuacjach mam znikomą. Ale dostosowałam się. Teraz już sama poklepuję po ramieniu kolegów i koleżanki w pracy podczas konwersacji nad kawą. Ale takie tam poklepywanie to pikuś. Całowanie, to jest dopiero jazda. W ostatni piątek byłam w klubie Swingers na imprezie urodzinowej znajomej znajomych. Jubilatka pojawiła się w towarzystwie kuzynki i mamy. Klub jak klub: ścisk, tłok, panie pięknie pomalowane i poubierane (na jakich one tu szpilach chodzą!!!), muzyka raczej sieczka. Przez większość czasu musiałam mówić "não falo Português" i "nie, nie chcę się całować" - właściwie w dowolnym języku, bo i tak spotykało się to z niedowierzaniem. Może i schlebiałyby mi takie propozycje, gdyby nie to, że to zdaje się działa na zasadzie chybił-trafił. W pewnym momencie nawet szanowna mama jubilatki postanowiła się rozerwać całowaniem. Bogu dzięki za Sorellę-Lekarza i opowieści o mononukleozie przenoszonej przez głębokie pocałunki.
Fotki pocałunków nie będzie.
Udanego tygodnia!
Jak to nie będzie?!Stop cenzurze!
OdpowiedzUsuńE tam, drobna (auto)cenzura czasem się przyda. Inaczej mogę popaść w grafomaństwo. Mam tylko nadzieję, że jeśli w nie popadnę, to ktoś życzliwy mi o tym doniesie (może być anonimowo).
OdpowiedzUsuńTaak. Papier toaletowy... W wielu krajach na południu Europy (Grecja, Portugalia) też maja rury uniemożliwiające "normalną" utylizację papieru :-))
OdpowiedzUsuńJa sie tylko zastanawiam czy my cie po powrocie poznamy jak tak dalej pojdzie ;-D ps. czytam z przyjemnoscia kolejne nowinki
OdpowiedzUsuń